Naprawdę powiadam - trudno ten film jednoznacznie ocenić. Moja pierwsza myśl po wyjściu z sali kinowej: najbardziej zbędny film ostatnich lat. Po kilku godzinach to wrażenie znikło, jak również poczucie niesmaku zbyt często towarzyszące widzom podczas projekcji.
"Brüno" to stylistyczna i konwencjonalna zrzynka z "Borata", tyle tylko że Cohen tutaj posuwa się znacznie dalej niż robił to w poprzednim filmie. Jego homo-dziennikarz z jednej strony budzi prawdziwe obrzydzenie jak każdy rasowy i hardkorowy homoseksualista, z drugiej potrafi być (ale niezbyt często) przeraźliwie zabawny. Jednak sceny prawdziwie śmieszne przetykane są zbyt często humorem ciężkim, głupim, czy zwyczajnie obscenicznym. Zresztą bardzo trudno tutaj zorientować się, czy pseudodokumentalne, inscenizowane sceny są prawdziwe, czy do końca wyreżyserowane. O ile mogę uwierzyć w spotkanie z pastorem, tak już nie bardzo wierzę w scenę z libańskim przywódcą terrorystów. Jedno trzeba jednak Cohenowi przyznać - jest całkowicie konsekwentny w tym co robi i jak to robi.
Z jednej strony odkrywa Amerykę (jak to robił w "Boracie") pokazując że ludzie potrafią być nietolerancyjni i agresywni, z drugiej strony straszliwie dowala też i homoseksualistom, bo przecież postać Brüno i jego asystenta nie może budzić sympatii. Choć z drugiej strony nic tu nie jest brane na poważnie. I to w zasadzie jest główna i dyskwalifikująca film wada: Cohen sprawia wrażenie iż w trakcie realizacji zapomniał co chce nam powiedzieć. Prowokacja i obscena stają się szybko ślepą uliczką, która potrafi prowadzić tylko do nieczęstego rechotu, częściej do zażenowania i zwykłej irytacji bzdurami oglądanymi często na ekranie.
Ale film ma też i dobre, mądre sceny jak na przykład talk show w którym prowokowana przez Brüno widownia (w scenie gdy bohater pokazuje co wyprawiał z adoptowanym Murzyniątkiem) wygarnia mu całkiem rzeczowo i racjonalnie co o nim myśli. Prosty szoł telewizyjny okazuje się być oazą zdroworozsądkowego myślenia i pewnych granic, których przekraczanie jest zwyczajnie niesmaczne i złe.
No i na koniec są sceny śmieszne, niektóre przeraźliwie śmieszne, jak finałowa piosenka z Bono, Stingiem, Eltonem Johnem i Bruce Springsteenem (plus Snoopy Dog) - jak on ich namówił do występu - nie wiem. A wisienką na czubku tortu jest wywiad z Harrisonem Fordem, gdzie gwiazdor w przelocie rzuca krótkie "Fuck off" Cohenowi.
Czy warto? Na pewno, bo film i totalna kreacja Cohena (to znakomity aktor, naprawdę utalentowany) plus szok i prowokacja stanowią o niebanalności tego filmu, choć wtórności nie mógł uniknąć. Z drugiej strony pozostaje pytanie: po co to było?
bo przecież postać Brüno i jego asystenta nie może budzić sympatii.
To już twoja subiektywna ocena, ja myślę na odwrót.
Solo napisał/a:
I to w zasadzie jest główna i dyskwalifikująca film wada: Cohen sprawia wrażenie iż w trakcie realizacji zapomniał co chce nam powiedzieć.
Cohen nic nie musi mówić robią to za niego osoby z którymi przeprowadza wywiady. Chyba najbardziej dobitnie głupotę pokazuje scena przesłuchania na dziecięcych modeli.
Film jest niesamowicie śmieszny. Fragmentów, które są na granicy dobrego smaku jest niewiele. Wiele udanych wywiadów (Harrison Ford! ) i wiele świetnych scen. U mnie po seansie wręcz widownia klaskała czyli to nie tylko moje odczucia. Najlepsza komedia w tym roku.
_________________ Aguirre, gniew boży 10/10
Sam przeciw wszystkim 8/10
Black Death 8/10
Salt 5/10
Saga "Zmierzch": Zaćmienie 3/10
Moje kino: jakie kino?
Posty: 5129 Skąd: chinatown
Wysłany: Nie Lip 12, 2009 13:59 Re: Brüno
Solo napisał/a:
Jego homo-dziennikarz z jednej strony budzi prawdziwe obrzydzenie jak każdy rasowy i hardkorowy homoseksualista
Nie ma czegoś takiego jak rasowi i hardkorowi homoseksualiści... Pewno chodziło ci o to, że Bruno jest po prostu mega karykaturalnie przegięty:). A co do obrzydzenia, to już jest raczej twój problem - i z tego co wiem, Bruno powstał między innymi po to, aby absurdalność tego obrzydzenia obnażyć.
Jakby co, to zaznaczam: idę na film dopiero we wtorek...
Cytat:
O ile mogę uwierzyć w spotkanie z pastorem, tak już nie bardzo wierzę w scenę z libańskim przywódcą terrorystów.
W Boracie też było kilka scen, które wydawały mi się, jak pamiętam, zbyt przesadzone: chociażby sama czołówka w Kazachstanie. Ale widziałam ten film w kinie, więc już jakiś czas temu...
Cytat:
z drugiej strony straszliwie dowala też i homoseksualistom, bo przecież postać Brüno i jego asystenta nie może budzić sympatii
No oni są tam specjalnie zrobieni na taki koszmar przyzwoitego heteroseksualisty, to jest prowokacja... Na tym przecież polegają kreacje Cohena!
Azgaroth napisał/a:
Cohen nic nie musi mówić robią to za niego osoby z którymi przeprowadza wywiady. Chyba najbardziej dobitnie głupotę pokazuje scena przesłuchania na dziecięcych modeli.
Cohen nic nie musi mówić robią to za niego osoby z którymi przeprowadza wywiady. Chyba najbardziej dobitnie głupotę pokazuje scena przesłuchania na dziecięcych modeli.
Ta scena była tak nieprawdopodobna, że do tej pory zastanawiam się czy była ustawiona. Inna sprawa, że pęd rodziców do sławy ich dzieci pozwala sądzić, że to było prawdziwe.
Przed obejrzeniem "Bruno" w czwartek wieczorem, dzień wcześniej zapuściłem sobie z DVD "Borata" + wszystkie wycięte sceny i reszta dodatków (wizyty w Talk Show i przybycia na premierę), miałem tak samą radość z tego jak podczas poprzednich seansów.
"Bruno" dostał ode mnie 6/10. Mam wrażenie, że żadna scena nie została nakręcona w realu, wszystko wyglądało na reżyserowane. Byłem pewien po zwiastunach, że niektóre sceny będą prawdziwe, np ta gdzie szukają ślusarza w jakimś centrum handlowym, jednak tej sceny w ogóle nie było w wersji kinowej jak i kilku innych ze zwiastunów. Było dużo śmiesznych scen, najbardziej mnie uradował "wywiad z Harrisonem Fordem". Jednakże pomimo tego, że większość scen była bardzo zabawna, to za bardzo było widać reżyserie, mam duże wątpliwości czy choć jedna nie była zagrana i mówiona tak jak zostało wcześniej napisane w scenariuszu. Film jest też trochę za bardzo poszatkowany, brak mu ciągłości, jakoś za krótki, w chwili zakończenia myślałem, że trwało to tylko pół godziny i dużo gorszy od Borata.
Ostatnio zmieniony przez Ronaldinho Nie Lip 12, 2009 15:24, w całości zmieniany 1 raz
Byłem pewien po zwiastunach, że niektóre sceny będą prawdziwe, np ta gdzie szukają ślusarza w jakimś centrum handlowym, jednak tej sceny w ogóle nie było w wersji kinowej jak i kilku innych ze zwiastunów.
Niektóre chyba były, jak na przykład ta kiedy gonią go Żydzi, czy właśnie scena z Fordem. Plus kilka innych, jednak ciągła obecność kamery może podważać tę tezę.
Ronaldinho napisał/a:
brak mu ciągłości i jakoś za krótki
Ufff, gdyby trwał dłużej trudno byłoby znieść ten natłok silenia się na humor i obscenę. Tyle ile jest wystarczy.
Moje kino: Cronenberg, von Trier, PT Anderson
Posty: 2774 Skąd: Białystok
Wysłany: Nie Lip 12, 2009 15:29
filmu nie widziałem jeszcze, więc się wypowiem.
Solo napisał/a:
Jego homo-dziennikarz z jednej strony budzi prawdziwe obrzydzenie jak każdy rasowy i hardkorowy homoseksualista
nieee, no Bruno jest rasowym i hardkorowym pedałem, idealnie współgrającym z wyobrażeniami homofobów o pedałach wszelkiej maści z homoseksualizmem ma to jakiś związek, ale w sumie niewielki, ot semantyczny
Chodzi o to, że niektóre sceny przestawały być śmieszne, z tego względu, że były reżyserowane, a przez to nie wiadomo jak ludzie naprawdę by się zachowali w takich sytuacjach, np w scenie z castingiem dzieci i wielu innych.
desjudi napisał/a:
nieee, no Bruno jest rasowym i hardkorowym pedałem, idealnie współgrającym z wyobrażeniami homofobów o pedałach wszelkiej maści
Bruno właściwie i tak jest lajtowy w porównaniu z tym co się dzieje na paradach - http://images.google.pl/i...&gbv=2&aq=f&oq= Oni sami chcą, żeby taki wizerunek zapamiętano, nie wiadomo dlaczego tak się pokazują, chyba tylko, żeby bardziej ich nienawidzić.
Moje kino: jakie kino?
Posty: 5129 Skąd: chinatown
Wysłany: Nie Lip 12, 2009 16:28
Solo napisał/a:
Hmmm, widać pedałki na paradach wyglądali tak samo przez przypadek. Albo telewizja kłamie. :)
Telewizja kłamie:) Byłam w tym roku na czasie z newsami po-paradowymi, i większość z nich pokazywała głównie drag queenki z platformy Toro. (Ja osobiście nie mam nic przeciwko dragom, ale to akurat przykre, bo ta platforma była komercyjna). A poza nimi był jeszcze półtoratysięczny tłum ludzi w dżinsach. Skoro więc parady i marsze polskie wyglądają na zdjęciach i klipach jak karnawał, to zakładam, że i na paradach zachodnich jest znacznie bardziej lajtowo, niż wydaje się, guglując.
desjudi napisał/a:
nieee, no Bruno jest rasowym i hardkorowym pedałem, idealnie współgrającym z wyobrażeniami homofobów o pedałach wszelkiej maści 8) z homoseksualizmem ma to jakiś związek, ale w sumie niewielki, ot semantyczny 8)
Jak to nie ma, jak ma?:) Nie każdy homoseksualista jest przegiętą ciotuszką, ale przegięte ciotuszki na ogół są homo... Chyba że uwierzyć Jego Królewskiej Mości i założyć, że większość udaje:)
Ronaldinho napisał/a:
Bruno właściwie i tak jest lajtowy w porównaniu z tym co się dzieje na paradach - http://images.google.pl/i...&gbv=2&aq=f&oq= Oni sami chcą, żeby taki wizerunek zapamiętano, nie wiadomo dlaczego tak się pokazują, chyba tylko, żeby bardziej ich nienawidzić.
Po pierwsze - nie generalizuj. Po drugie - pamiętaj, że fotograf zawsze wyłapie rozebranych pajaców (uwaga: nie mówię o dragach, bo to już jest inna bajka, część kultury, którą się rozumie albo nie, która może się podobać albo nie itd.), ludzi w T-shirtach pozostawiając poza kadrem. Po trzecie - pamiętaj, że część zdjęć pochodzi z karnawałów, parad miłości etc.
a przez to nie wiadomo jak ludzie naprawdę by się zachowali w takich sytuacjach, np w scenie z castingiem dzieci i wielu innych.
A skąd pewność, że są reżyserowane. Ja nie mam zamiaru bawić się w detektywa i przyjmuje, że są to prawdziwe wywiady. Jeżeli tak nie jest to szczerze mówiąc mam to gdzieś.
_________________ Aguirre, gniew boży 10/10
Sam przeciw wszystkim 8/10
Black Death 8/10
Salt 5/10
Saga "Zmierzch": Zaćmienie 3/10
Tak więc dopóki się nie dowiem, mam prawo przypuszczać że te sceny były ustawione. Zbyt wiele na to wskazuje.
[ Dodano: Nie Lip 12, 2009 20:06 ]
Chyba niezbyt dobry start filmu w USA. W piątek było co prawda ponad 14 milionów, ale kolejne dni to straszny spadek i w finale tylko 30 milionów. Ludzie szybko zorientowali się co prezentuje sobą ten film.
Moje kino: jakie kino?
Posty: 5129 Skąd: chinatown
Wysłany: Nie Lip 12, 2009 20:59
Takie szopki nawet nie są po to, aby się podobać. One mają uwierać. Jak uwierają, to dobrze. Gorzej, jeśli Bruno uwierać będzie jedynie sztucznością. Bo sam pomysł Cohena uważam za wyśmienity.
Poza tym, ile mogl kosztowac Bruno? Te 14 milionow napewno zwrocilo wszelkie koszta i to z okladem pewnie.
A to na pewno, bo film szybko okrzyknięty zostanie jako kontrowersyjny i obrazoburczy, więc publika za granicą pójdzie i tak, więc się zwróci. Na szczęście taki film można zrobić raz, więc Cohen teraz musi wykombinować coś nowego. A łatwo nie będzie. I dobrze.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach