Przecież okładkę można sobie wydrukować i zmienić nawet na lepszą jak Ci nie pasuje czeski język (pewnie będą fanowskie przeróbki). Jak dla mnie czeska edycja jest godna rozpatrzenia. Ciekawe czy wysyłają do Polski
Dziś nadrobiłem tę zaległość, jaką był seans PE
Już pierwsze minuty dają nam kozacką scenę ucieczki- a poprzedza je jeszcze lepszy rekst Dillingera.
-Pana już znam, ...panie Dillinger?
-Tak, jestem John Dillinger. Siedziałem tu parę lat. Moi koledzy mówią do mnie Johnny, a taki kutafon jak ty mówi do mnie pan Dillinger.
Co mamy potem
-Deppa w jednej ze swych najlepszych ról;
-Bale jako urzędasa o ludzkich odruchach
-Marion Cotillard jako...przepiękną Marion Cotillard : )
-Agenta Winsteada i jego metody śledcze
-John uciekając z ciupy nuci tą farmerską piosenkę-potem leci ona w radiu
-JE Hoover odznacza harcerzy(?) i jego działanie płynnie przechodzą w kronikę filmową- potem puszczają film z listem gończym o Dillingerze
-3 megaepickie strzelanki: ucieczkę baby nelsona, strzelaninę w New Bohemia i akcją z Floydem w sadzie; huk wystrzałów, upadki łusek i echo po strzałach były tu tak samo piękne jako te chóry anielskie
-sekwencja:
*Dillinger na komisariacie; wraz z tą muzyką ta scena przejdzie do historii kina- z początku myślałem, że Dillinger śmieje się w twarz śmierci, ale potem stwierdziłem, że John pogodził się wtedy z tym, że czas takich gangsterów jak on przeminął
*Johnny w kinie ogląda film gangstersk tu w zasadzie każdy fragment można analizować.
* Atmosfera nerwowości w zespole Purvisa
* Śmierć Dillingera- oprócz niesławnej fontanny pikselowej krwi- to majstersztyk.
Reasumując- klęska finansowa pokazuje, że ogół widowni nie docenił filmu jaki dostał.
Lud doceni ten film dopiero za parę lat
A minusy? Hm spodziewałem sie czegoś więcej
8.5.10
Ps. Byłbym zapomniał; każde pojawienie się Ten Milion Slaves...this is it!
_________________
American Beauty 10/10
Usual Suspects 8/10
Alein 3 10/10-klękajcie narody
Przypadek 9.5/10
Aliens 10/10
Noc na Ziemi 9/10
Million Dollar Baby 9/10
Operacja Dunaj 4+/10
Hurt Locker 8/10
Vicki Cristina Barcelona 7.5/10
Jednak rozczarowanie. Coś mi tutaj nie gra, jak powinno, choć podskórnie czuję, że skreslić Wrogów nie mogę. Jest jakaś metoda rozgryzienia tego filmu, zrozumienia intencji twórcy, ale nie potrafię znaleźć klucza do tej opowieści. Bo niby może byc tak jak mówi w recenzji Mental - fragmentaryczna, urywająca się w najmniej oczekiwanych punktach narracja filmu, daleko odbiegająca od przekrojowego gawędziarstwa typowego dla kina z epickimi ambicjami, jest niczym innym jak odbiciem życia Dillingera, ewentualnie próbą poskładania do kupy kawałków jego roztrzaskanej metryki., a niby tak, jak mówi w recenzji Dobry - Cały film wygląda jak lizanie tematu, zamiast wgryzania się w środek.
Sytuacja jest dość niewygodna: wierzę, że Mann swoje dzieło przemyślał dokładnie i pod względem formy, jak i treści, z drugiej jednak strony wkurzalo mnie tak pozbawione emocji podejście do tej historii, w których jakiekolwiek uczucia (cały wątek romansowy) są podawane w formie zwykłych deklaracji, bez sensownego uzasadnienia. Tak naprawdę, tuż po seansie PE nie wiem nic o Dilllingerze, nic nie wiem o motywacji Purvisa. Wierzę, że może byc i tak, że (za Mentalem, dot. relacji między bohaterami) uczymy się ich na bieżąco, bo i tak za chwilę przeminą. Jesteśmy skazani na "zbieractwo" - podnosimy, sklejamy, dopowiadamy, ale tego typu budowanie dramaturgii zwyczajnie mnie nie przekonuje, nie emocjonuje, nie jestem w stanie złożyć do kupy tych puzzli. Tutaj tak naprawdę nie ma portretu wrogów publicznych - ot historyczny wyrywek z kroniki, z lakoniczną charakterystyką bohaterów, z przebłyskującym gdzieniegdzie tłem. Ani to ekscytuje, ani ciekawi, choć bawi na pewno, bo pod względem bardzo dużej rozrywkowości to jestem zaskoczony Wrogami - sporo strzelanin, ucieczki, pościgi i wszystko na tyle efektowne i dość dynamiczne, że nie nuży, a czas seansu - na pewno się nie dłuży. Ponadto Depp był ok, Bale ze dwie sceny miał dobre jak na glinę z kijem w dupie (ale to postać najbardziej niedopracowana), Marion przepiękna.
Innymi słowy - potencjał duży, acz efekt rozczarowujący. Z trzech recek na KMF mógłbym podpisać się pod tymi autorstwa Dobrego i BD-D, przy czym argumentacja Mentala nie wydaje mi się niesłuszna Arcydzieło? Bez przesady. Ani to najlepszy film Manna, ani najlepszy film gangsterski, ani najlepszy dramat ni melodramat (nawet z tych szorstkich), ani wyjątkowo udany eksperyment formalny.
7
co jest u Manna mega szczere i piękne zarazem, to to, że nigdy nie traci on z oczu prawdy, takiej mianowicie, że nie ma nic gorszego od wychwalania bezpieczeństwa kosztem wolności (a współcześnie niestety taka moda intelektualna i nieintelektualna panuje - wystarczy spojrzeć, ile firm ubezpieczeniowych wykwitło w przeciągu ostatnich kilku lat). chodzi o to, że Mann trochę jakby wyminął się z epoką, bo dzisiaj jego fabuły wydają się momentami po prostu zbyt romantyczne, a obsesyjne dążenie do wolności jawi się w nich jako etyka wyabstrahowana z rzeczywistości - absolutna i nieuznająca kompromisów. PE w drugiej połówce filmu serwuje dużo kluczowych, typowo "Mannowskich" rozkmin ideowych, ale sceną najlepiej ukazującą, o co biega, jest ta, w której, dillinger wpada do pokoju na piętrze i widzi bukmacherów trzepiących kapuchę na zakładach. podchodzi do niego dawny kumpel (teraz wróg) D'Andrea, zarządzający całym biznesem z ramienia mafii, i mówi:
Jesteś zagrożeniem dla interesu. Więc syndykat wydał nową polisę, dotyczącą ciebie, Karpisa, Nelsona, Campbella. Nie pierzemy już waszej forsy i nie wpłacamy kaucji. Nie macie wstępu do naszych burdeli. Żadnej broni, lekarzy, kryjówek, niczego... rozumiesz?
a dillinger milczy. zero gadki. patrzy kolesiowi głęboko w oczy i bez słowa wycofuje się z pokoju. wie, że już nie ma odwrotu. obecnie na świecie jest może w porywach dwóch reżyserów (kiedyś było ich więcej, ale już nie żyją - jeden zapił się na śmierć), którzy nakręciliby te scene dokladnie tak samo.
tak sobie dumałem wczoraj o tych sprawach, czytając biografie Benjamina Franklina, i doszedłem do w sumie mało odkrywczego wniosku, że filmy Manna bardziej nadawałyby się do pokazywania masom na przełomie lat 60/70, kiedy to na cześć wolności powstawały peany w klimatach Vanishing point niż do współczesności, kiedy to powolny proces tłumienia w ludziach wolnościowych odruchów dziwi może garstkę osób. z tego tez powodu słowa Franklina, że ci, którzy oddają podstawową wolność za cenę tymczasowego bezpieczeństwa, nie zasługują ani na wolność, ani na bezpieczeństwo uczyniłbym mottem wielu Mannowskich filmów. i w ogóle mega pokrętną formą nobilitowania wolności jest to, że najgorliwiej wyznają tę etykę złodzieje i płatni zabójcy - to oni w pierwszej kolejności gotowi są poświęcić dla niej życie. dla abstrakcyjnej zasady. bo wolność można mieć tylko za pewną cenę - i jak śpiewał Otis Taylor - Wish I could go down to a department store buy myself some freedom nie sprawdza się w realnym życiu.
genialny reżyser. możecie mi skoczyć na dyda, jeśli uważacie inaczej:)
_________________ We're seeing heavily armed forces being deployed into District 9
Twórczość Manna jako afirmacja wolności? Bardziej jako jej okrutna, ale przez to prawdziwa definicja. Czekam aż Wyrocznia weźmie się za ekranizację Księgi Rodzaju, gdzie mamy źródło wszystkich dylematów wolność vs. wygoda/szczęście/bezpieczeństwo
_________________ Godfather Part II | Heat | Once upon a time in the west | Apocalypse Now | Barry Lyndon | Rękopis znaleziony w Saragossie | Goodfellas | Children of Men | There will be blood | Fitzcarraldo
i zycie wieczne, w którym wszystko zostało z góry zaplanowane przez bóstwo. i jeśli bóstwo zapragnie, może człowiekowi bez pytania wygodę/szczęście/bezpieczeństwo odebrać - bo to nie człowiek decyduje, czy będzie mu wygodnie tylko bóg.
Cytat:
Twórczość Manna jako afirmacja wolności? Bardziej jako jej okrutna, ale przez to prawdziwa definicja.
wolność nie jest ani okrutna, ani nieokrutna tak samo jak krokodyl pożerający antylopę w bajorku na sawannie nie jest ani dobry, ani zły. wolność po prostu jest i to, czy będzie fajna czy nie, zależy wyłącznie od tego, kto nią dysponuje. z tego tez powodu Mann nigdy przenigdy nie wartościuje wyborów moralnych swoich bohaterów ani nie roztrząsa słuszności podejmowanych decyzji. cytując Costnera z open range: Man's gotta do what a man's gotta do:)
_________________ We're seeing heavily armed forces being deployed into District 9
No, raczej okrutna, w sensie, że nie wybaczająca, bez litości, spierdoliłeś-zapłacisz za to, w życiu nie wystarczy jak w kościele wyznać grzeszki i uwolnić się od całych konsekwencji paroma zdrowaśkami. Mann owszem, nie ocenia, ale każdy przestępca u niego kończy źle. To oznacza, że dokonali złych wyborów? Chyba Michael nie pokazał nigdy rzezimieszka, który sobie uciekł w siną dal i tyle go widzieli?
_________________ Godfather Part II | Heat | Once upon a time in the west | Apocalypse Now | Barry Lyndon | Rękopis znaleziony w Saragossie | Goodfellas | Children of Men | There will be blood | Fitzcarraldo
Chyba Michael nie pokazał nigdy rzezimieszka, który sobie uciekł w siną dal i tyle go widzieli?
Isabella, Miami Vice, chociaż nie można tu mówić o ucieczce. Oczywiście możemy się spierać w jakim stopniu jest ona rzezimieszkiem, bo jeśli spojrzeć na nią przez pryzmat bycia czarnym charakterem to oczywiście nim nie jest, ale faktem pozostaje, że to przedstawicielka tej drugiej strony. Ale i ona została ukarana, w sposób gorszy niż śmierć: rozłąką z ukochanym mężczyzną.
Każdy przestępca sobie chyba myśli w którymś momencie "kariery" o tym, żeby zrobićostatni skok i zwiewać na Fidżi. Czemu u Manna nikomu się nie udaje? W Gorączce niewiele brakuje - gdyby Neil nie skręcił do hotelu, tylko prosto na lotnisko, to by odleciał wpizdu, zgubiła go żądza zemsty, Dillinger miał bardziej skomplikowanie, bo z każdym ruchem pętla wokół szyi zaciskała sięcoraz mocniej, reszty przypadków nie znam :/
_________________ Godfather Part II | Heat | Once upon a time in the west | Apocalypse Now | Barry Lyndon | Rękopis znaleziony w Saragossie | Goodfellas | Children of Men | There will be blood | Fitzcarraldo
W Gorączce się udało, tyle że Chrisowi. Fakt, kosztowało go to utratę kobiety życia, ale gliniarze łap na nim nie położyli.
_________________ I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
Nie, nie, nie. Chodzi o pełny sukces, czyli bierzemy kasę, bierzemy kobietę i odlatujemy do kraju, gdzie nie ma ekstradycji do usa. Gdyby Neil nie skręcił to by to osiągnął.
_________________ Godfather Part II | Heat | Once upon a time in the west | Apocalypse Now | Barry Lyndon | Rękopis znaleziony w Saragossie | Goodfellas | Children of Men | There will be blood | Fitzcarraldo
No ale zaraz, a czy postępując inaczej niż Mannowscy przestępcy człowiek zawsze osiąga to, co chce? Na tym polega to okrucieństwo? Że czasem trzeba pójść na kompromis?
_________________ I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
Że niby nie ma bezkompromisowo szczęśliwych ludzi? Ja sie będę mógł wypowiedzieć jak skończę osiemdziesiątkę
Myślicie, że istnieje pewne podobieństwo pomiędzy trylogią Ojca Chrzestnego, twórczoscią Scorsese i Manna? Wszystkie te dzieła pokazują w jakimś stopniu dokonywanie wyboru pomiędzy bezpieczeństwem, byciem zwykłym obywatelem, nie ryzykowaniem, a skorzystaniem na maksa ze swojej wolności i zostania kimś(bo nie chodzi tylko o gangsterów - ich życie w jakimś sensie w Godfatherze zrównanie jest z politykami na wysokich strzeblach) bardziej narażonym na koleje losu.
_________________ Godfather Part II | Heat | Once upon a time in the west | Apocalypse Now | Barry Lyndon | Rękopis znaleziony w Saragossie | Goodfellas | Children of Men | There will be blood | Fitzcarraldo
Nawet jeśli są tacy ludzie, w co ciężko mi uwierzyć, to w żadnym razie nie nazwałbym tego okrucieństwem w pokazywaniu konsekwencji życia na krawędzi (przynajmniej nie w przypadku Chrisa). I najlepszego z okazji osiemnastych urodzin. Tak na zapas .
_________________ I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
Mann owszem, nie ocenia, ale każdy przestępca u niego kończy źle. To oznacza, że dokonali złych wyborów? Chyba Michael nie pokazał nigdy rzezimieszka, który sobie uciekł w siną dal i tyle go widzieli?
to prawda, że każdy przestępca kończy u niego źle (w sensie: martwy), ale nie dlatego, że jest przestępcą. u Manna zawsze jest moment na zluzowanie i odejście. Scorsese powiedział kiedyś, że wybierając gangsterke jako sposób zarabiania na życie, skończysz albo w plastikowym worku, albo na liście programu ochrony świadków. nie ma trzeciej drogi.
Wawrzyniec napisał/a:
W Gorączce się udało, tyle że Chrisowi. Fakt, kosztowało go to utratę kobiety życia, ale gliniarze łap na nim nie położyli.
Mann twierdzi, że Chris zdołał uniknąć śmierci/aresztowania, bo był facetem bez zasad.
_________________ We're seeing heavily armed forces being deployed into District 9
Mann twierdzi, że Chris zdołał uniknąć śmierci/aresztowania, bo był facetem bez zasad.
Fakt, teraz sobie przypominam. Już wiem, co dokładnie reżyser miał na myśli mówiąc, że Chris "posiadł zdolność adaptacji".
Nie wiedziałem, że dyskutujemy wyłącznie o przestępcach z zasadami.
_________________ I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
Mam problem z Public Enemies. Drugi seans był, jakby to powiedzieć, nijaki. Chociaż to nie do końca właściwe określenie, bo trudno powiedzieć to o tym filmie, ale pojawił się dystans. Zniknął gdzieś zachwyt, momentami było nawet znużenie, zacząłem też dostrzegać poważne pęknięcia na tym, jak sądziłem po pierwszym seansie, diamencie.
Są tu trzy naprawdę wspaniałe sceny: przesłuchanie Billie, strzelanina w lesie i ostatnia scena. Trudno odmówić mi bardzo wysokiego poziomu całej reszcie, ale coś mi tym razem nie zagrało, zupełnie jakby - w przeciwieństwie do poprzednich dzieł Mistrza - nie był to film wielorazowego użytku.
Dziwnie się z tym czuję, no ale tak czuję. Ocena spada.
Ciekawa sprawa - jak dla mnie ten film to zbiór znakomitych, często wręcz rewelacyjnych pojedynczych scen i sekwencji, którymi delektowałem się praktycznie przez cały seans; problem w moim przypadku polega na tym, że nie potrafiłem po seansie powiedzieć "cóż za wspaniały film", ale za to przez następną godzinę przewijałem i oglądałem co lepsze sceny i robiłem sobie stopklatki. Sekwencje w kinie (obie), czekanie na światłach podczas ucieczki z więzienia, strzelaniny, spacerek po posterunku... Fajnie również, że Depp chociaż na chwilę wyszedł z tego burtonowsko - sparrowskiego aktorskiego dołka, w którym siedzi od dobrych dziesięciu lat.
7/10
_________________ Księżniczka i Wojownik - 5/10
The Salton Sea - 4/10
Taking Woodstock - 5/10
The Brothers Grimm - 7/10
Avatar - 6/10
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach