Hm, nie usłyszeć wystrzału z broni w zamkniętym pomieszczeniu? Dziwne, powinni tego faktu użyć jako reklamy nagłośnienia w tym filmie, coś w stylu "sztrzelaniny w filmach akcji tak prawdziwe, że nie zauważysz gdy ktoś obok strzeli sobie w głowę"
_________________ Godfather Part II | Heat | Once upon a time in the west | Apocalypse Now | Barry Lyndon | Rękopis znaleziony w Saragossie | Goodfellas | Children of Men | There will be blood | Fitzcarraldo
Dołączył: 26 Sty 2008 Posty: 2107 Skąd: Z KRRRAKOWA!
Wysłany: Wto Maj 12, 2009 17:46
Wiadomo czego się spodziewać w reżyserskiej?
_________________ Mateusz "Craven" Wielgosz
http://craven.polter.pl
"I walk alone and do no evil, having only a few wishes, just like an elephant in the forest."
Dołączył: 27 Maj 2005 Posty: 7120 Skąd: Tarnowskie Góry
Wysłany: Sro Maj 13, 2009 06:14
Jak mnie wkurza takie usilne udowadnianie, ze DVD jest gorsze. Czyli np. obnizanie jakosci obrazu czy liczby dodatkow. Niby czemu te wszystkie materialy z Blu nie moglyby sie znalezc na drugiej plycie DVD? Nie jest ich jakos specjalnie duzo, a ewentualnie mozna bylo nieco obnizyc ich jakosc - ktora pewnie i tak jest nizsza, bo sie taki zabieg stosuje w wiekszosci przypadkow. Dystrybutorzy niestety nie traktuja klientow uczciwie i na sile wspomagaja wcale nie tak dobrze prosperujacy Blu. Jak mam takie opcje dodatkow, to juz wolalbym kupic jednoplytowke - tyle ze wtedy nie bede mial dir cuta. No paranoja, po prostu paranoja. A potem "piractwo kwitnie, piraci to zlodzieje".
Mogli skończyć tak jak Watchmen, który jest znacznie znacznie lepszym filmem niż Wolverine, ale jego porażka spowodowana była inteligencją typowego Amerykanina-grubasa, który idzie na kolejny ołsom movie z wypasionymi efektami.
Wiem, że to totalny offtop, ale... takim właśnie filmem (do tego dramatycznie, koszmarnie złym) jest właśnie "Watchmen", przynajmniej w tej wersji którą widziałem w kinie. Jedyny film na przestrzeni ostatnich kilku lat, na którym miałem naprawdę ogromną ochotę wyjścia z sali przed końcem.
Ostatnio zmieniony przez Negrin Pią Maj 22, 2009 11:03, w całości zmieniany 1 raz
No widzisz, a jak tak miałem z Wolverinem. Śmiałem się przy każdej, nawet najbardziej ch...wej scenie. Ale był to śmiech przez łzy. Nie musiałem nawet mieć wykończonych efektów, aby uznać to za kał pierwszej klasy Gdybym wydał 15 zł na bilet na to coś to chyba wybrałbym się na pielgrzymkę do Częstochowy w ramach wewnętrznego oczyszczenia od tego pseudokomiksowego szamba dla smarków.
Ja Cię nawet rozumiem, bo mimo że film mi się w miarę podobał, to jednak zawierał chyba wszystkie możliwe grzechy współczesnej produkcji rozrywkowej dla dzieciaków. "Watchmen" nie miał nawet tego, to film który utonął w banałach i szablonach, nie próbując nawet z nich się wyrwać. A na deser miałem błękitnego golasa z dyndającym przyrodzeniem. Ja wiem, że ten komiks dla niektórych jest świętością, ale ja oceniam sam film.
Ostatnio zmieniony przez Negrin Pią Maj 22, 2009 11:04, w całości zmieniany 1 raz
tak cholernie żałuję, że nie widziałem Strażników. Niemniej opinia Solo strasznie mnie dziwi, bo co jak co, ale nikt chyba nie oskarżał filmu Snydera o banał (tym bardziej w porównaniu do tej spektakularnej porażki Wolverine). Ale to tak na marginesie, po prostu nie wierzę w to, co czytam
Wiesz, ja - całkiem możliwe - nie zrozumiałem jakiś ważkich treści w tym filmie, ale wygląda mi to tak: kilku bohaterów walczy z superłotrem i non stop gada jakieś komunały. W finale znajdują superłotra (który okazuje się być ich kolegą po fachu z dawnych czasów), który w supersiedzibie wynalazł superbroń do zniszczenia ludzkości (czy co on tam kombinował). W międzyczasie udało mu się winę zrzucić na innego z bohaterów, który w tej sytuacji wyniósł się do innej galaktyki. W finale, dla dobra ludzkości, superłotr zostaje zachowany przy życiu, a jedne z bohaterów zostaje zabity, bo chciał go wsypać.
Ok, fabuła nie jest może schematyczna, miejscami nawet zawikłana, ale na pewno nie wyrafinowana, sama zaś realizacja już straszliwie schematyczna. Nuda wieje z każdego kadru, bohaterowie cedzą te swoje komunały, ubierają się w jakieś kiczowate kostiumy i generalnie wspominają minione czasy. Do tego należy dodać jakąś okropną, trudną do zdefiniowania manierę, która przejawia się jakimś takim dziwnym patosem w wypowiedziach i zachowaniach bohaterów. Tak mniej więcej postrzegam ten film, plus niezbyt zachęcająca strona wizualna, gdzie komputerowe efekty po prostu kłują w oczy.
Teraz nich mi ktoś powie, co przeoczyłem, czego nie wychwyciłem, czego nie zrozumiałem w tym filmie, który jest (?) wielki?
desjudi napisał/a:
tym bardziej w porównaniu do tej spektakularnej porażki Wolverine
Tyle tylko, że "Wolverine" nie ukrywa, że jest rąbaniną stricte rozrywkową i bez grama ambicji. Chcę to kupuję ten ruch i nieustanną akcję, chcę to to odrzucam. Ja kupiłem, ale bez zachwytów, kupić tego co w "Watchmen" nie mogłem, bo mnie z miejsca odrzucało.
Przeoczyłeś przede wszystkim komiks. Twoja opinia nie dziwi. Nie czytałeś = nie zrozumiałeś świata przedstawionego. Tak jak 80% widzów w USA.
Jeżeli chcesz wiedzieć o co tak naprawdę chodzi w zakończeniu Watchmenów (bo całość ma wiele różnych odniesień do popkultury polityki etc.):
Spoiler:
Ozymandiasz nie skonstruował broni masowej zagłady dla zabicia ludzkości, tylko broń przeciwko "konfliktowi" USA/ZSRR. To okres zimnej wojny, każdy z przywódców trzyma palec na czerwonym przycisku z napisem "Nuclear Missile". Jedynym wyjściem jest poświęcenie garstki obywateli Nowego Jorku celem uniknięcia wojny. Zauważ, że w momencie katastrofy oba kraje autentycznie zamierają, bo nie wiedzą kim jest napastnik. Nie bez kozery Veidt był najmądrzejszym człowiekiem na Ziemi.
Sama postać dr. Manhattana to pomysł na zobrazowanie rasizmu (jest inny, niebieski), nacjonalizmu (jak jest inny to musi wypier... z kraju), zagrożenia AIDS (sypiające z nim kobiety umierają) itd. Watchmeni mają ze 2 dna pod fabułą. Nawet w komiksie ciężko wychwycić niektóre, nawet pojedyncze słówka zwłaszcza w dialogach kioskarza komentującego wydarzenia.
Więc pisanie o filmie Snydera, że jest banalny to spore nadużycie.
Nie czytałeś = nie zrozumiałeś świata przedstawionego.
Z tego by wynikało, że Snyder dał dupy na całej linii. Ale czy to prawda? Czy film naprawdę jest niezrozumiały bez komiksowego podkładu? Mnie się wydaje (choć mogę się mylić, bo czytałem komiks, więc nie umiem ocenić obiektywnie), że wersja Snydera jest uproszczoną syntezą komiksu, zachowującą ducha, ale tnącą ileś tam warstw komplikacji. To, co opisujesz powyżej w części spoilerowej, powinno być chyba jasne dla widza nieznającego komiksu.
Więc pisanie o filmie Snydera, że jest banalny to spore nadużycie.
Przepraszam, ale na bilecie nie było napisane "oglądać po przeczytaniu komiksu".
Ja jestem prosty zjadacz filmów opartych o komiksy, ale nie komiksów.
Oceniam co widziałem, a to mi się nie podobało. Owszem, odniesienia o których piszesz były widoczne w filmie i bez komiksowej wiedzy, ale niczego to nie dało: ani alternatywna wersja historii, ani odniesienia polityczne - to nie pomagało. Ok, mogę się zgodzić, że warstwa fabularna była na pewno znacznie bardziej rozbudowana niż w jakimś tam "Spider-manie", ale co z tego, skoro dla mnie to był miałkie, nijakie, jak roztopione lody. Jeśli to o czym pisałem ma wartość dla Ciebie, to ja tego nie rozumiem, ani nie czuję.
Sorry, ale żyjemy w XXI wieku. Jest internet. 5 minut w googlach, forach komiksowych i już wiem jaka to jest opowieść. Kwestią tylko była zagadka: Czy Snyder zrobi z tego akcyjniaka dla gówniarzy, czy też będzie wierny obrazkom Moore'a?
Cytat:
Ja jestem prosty zjadacz filmów opartych o komiksy, ale nie komiksów.
Sorry, ale żyjemy w XXI wieku. Jest internet. 5 minut w googlach, forach komiksowych i już wiem jaka to jest opowieść.
Przed, w trakcie, czy po obejrzeniu filmu?
Dodam dla ułatwienia, że teraz mimo tego iż wiem, że "komiks Moore'a wielki jest", w niczym to nie poprawia mojej oceny filmu. Jak był nudny tak jest moim zdaniem.
Solo, sorry ale dyskusja z Tobą przypomina walenie grochem o ścianę.
No ale czego oczekujesz: że przekonasz mnie, że fabuła filmu jest bardziej zawiła niż sądziłem i tylko dlatego powiem "o - masz rację, teraz ten film jest super"? No niestety, sama fabuła to nie wszystko, jest jeszcze cała reszta, która mi się nie podoba i tego po prostu nie da się zmienić.
Dodam jeszcze jedno - zamiast wydziwiać i "walić grochem", po prostu powiedz w skrócie co tam zachwyca, co mnie nie zachwyciło. Byłoby łatwiej dyskutować. Ktoś mi kiedyś zarzucał, że krytykuję bez argumentów - tutaj podałem ich kilka, więc oczekuję tego samego z drugiej strony.
Akurat Solo ma rację, że do cenienia filmu znajomość komiksu nie powinna być potrzebna. W ogóle czepianie się kogoś, że mu się film nie podobał, bo komiksu nie czytał to idiotyzm. Zgadzam się również z tym, że film jest miałki i nijaki, ale o tym już pisałem. Jeśli chodzi o fabułę krytykowaną przez Solo to trudno się zgodzić, bo wyraźnie widać, że niewiele zapamiętał. ;) Z kolei dialogi zwykle były zarżnięte przez słabą reżyserię i średniackie aktorstwo (tak, to nie wina Moore'a tylko Snydera :)).
Snappik napisał/a:
Kwestią tylko była zagadka: Czy Snyder zrobi z tego akcyjniaka dla gówniarzy, czy też będzie wierny obrazkom Moore'a?
W efekcie Snyder zrobił trochę akcyjniak dla gówniarzy i był wierny obrazkom, ale Gibbonsa (niby dlaczego Moore'a?).
_________________ I was over in Australia and everyone's like "Are you proud to be an American?" And I was like, "Um, I don't know, I didn't have a lot to do with it. You know, my parents fucked there, that's about all."- Bill Hicks
Ostatnio zmieniony przez Crov Pią Maj 22, 2009 13:25, w całości zmieniany 1 raz
Solo, nikt nie chce cię przekonać że to a) świetny film b) zawierający "ważkie treści" (skąd to wytrzasnąłeś?) c) o zawiłej fabule. Nic z tych rzeczy. Chodzi tylko o to że fabuła wykracza mimo wszystko poza utarte schematy i niewiele ma wspólnego z tym jak ją opisałeś, nie mówiąc już o tym że nawet nie pamiętałeś o co chodzi w zakończeniu (czy co on tam kombinował). I tylko tyle. Nie masz nagle doznać olśnienia, spojrzeć inaczej na film, tylko przyjąć do wiadomości że pod względem fabuły jest to film niebanalny. I tyle.
_________________ A Clockwork Orange - 6/10
It's Complicated - 8/10
Horton Hears a Who! - 5/10
Seven Pounds - 5/10
Pandorum - 2/10
Bad Lieutenant - 1/10
Chodzi tylko o to że fabuła wykracza mimo wszystko poza utarte schematy i niewiele ma wspólnego z tym jak ją opisałeś, nie mówiąc już o tym że nawet nie pamiętałeś o co chodzi w zakończeniu (czy co on tam kombinował). I tylko tyle. Nie masz nagle doznać olśnienia, spojrzeć inaczej na film, tylko przyjąć do wiadomości że pod względem fabuły jest to film niebanalny. I tyle.
Ale ja się z tym zgadzam.
Jeśli zerkniesz na początek dyskusji, to zobaczysz że moje zarzuty dotyczyły zupełnie czego innego.
Ok, pewne elementy fabuły faktycznie pokręciłem, ale to dlatego że po prostu już ten film zapomniałem. Nie zmienia to jednak wiele w samej ocenie fabuły jak i filmu.
Solo, co mnie zachwyca? Po kolei, w skrócie, bo mam obowiązki na głowie:
- postać Rorschacha - psychol, socjopata, bardzo ciekawa postać, która w 98% filmu gra "maską" i wzorkami.
- świat przedstawiony - alternatywna, konsekwentnie zbudowana rzeczywistość, która odpowiada na pytanie "co by było gdyby?"
- przełamanie schematu superbohaterów - nie dość, że nie mają mocy (oprócz Manhattana) to są na emeryturze (pomimo młodego wieku) i nie są perfekcyjni i krystaliczni (Komediant mordujący ciężarną kobietę)
- wstęp do filmu - jeden z najlepszych jakie widziały moje oczy, dużo ciekawych postaci (Warhol, Kennedy) i wydarzeń z nimi związanymi oraz wtopienie w te wydarzenia naszych herosów
- zakończenie - dwuznaczne, nie do końca szczęśliwe, choć wolałbym, aby motyw z komiksu jednak tam się znalazł (jeśli nie czytałeś to wiedz, że Snyder trochę zmienił)
- dobrze dopasowani aktorzy do ich odpowiedników w komiksie
- elementy poetyckie - Manhattan na Marsie, pogrzeb (dopasowanie muzyki do sceny), monologi Rorchacha
Crov:
Cytat:
Akurat Solo ma rację, że do cenienia filmu znajomość komiksu nie powinna być potrzebna.
Z jednej strony masz rację, z drugiej nawet powierzchowne zapoznanie się z treścią Moore'a (nawet 1 rozdział) pozwoli się oswoić/nie oswoić z klimatem. A potem tylko decyzja - idę, nie idę. Swoją drogą Watchmen to ekranizacja komiksu, a nie adaptacja. Jeżeli nie wiesz w czym tkwi różnica to zapraszam do słownika. Dlatego na przykład taki Wolverine jest dostosowany do widowni w wieku 7-12 lat, Watchmen zaś jest dla dorosłych.
dobrze dopasowani aktorzy do ich odpowiedników w komiksie
Tyle tylko, że aktorsko fatalni.
Trochę myslałem o tym filmie i doszedłem do wniosku, że poza mierną reżyseria, to właśnie aktorsko ten film jest taką katastrofą.
Co do Twojej listy, to jej nie komentuję, bo po prostu mam inne zdanie odnośnie ich (punktów) wpływu na jakość filmu.
Akurat Solo ma rację, że do cenienia filmu znajomość komiksu nie powinna być potrzebna.
Z jednej strony masz rację, z drugiej nawet powierzchowne zapoznanie się z treścią Moore'a (nawet 1 rozdział) pozwoli się oswoić/nie oswoić z klimatem.
No pozwoli. I co w związku z tym? To nie jest niewiadomo jaki klimat, żeby trzeba było się do niego przygotowywać na długo przed seansem. Jest mrocznie, poważnie, pounro, trochę sentymentalnie. Film sam w sobie powinien pozwolić oswoić się z klimatem. A tego nie robi.
Cytat:
Swoją drogą Watchmen to ekranizacja komiksu, a nie adaptacja. Jeżeli nie wiesz w czym tkwi różnica to zapraszam do słownika.
Kurwa, litości - nie "zapraszaj" mnie do słownika... No i przefantastycznie, że to ekranizacja (ale nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek z twórców powiedział: "Nie, nie, nie, nie robimy ADAPTACJI, robimy EKRANIZACJĘ" tylko po prostu przerobili to na film). Nie zmienia to faktu, że nieudolnie skopiował obrazki Gibbonsa (bo nie Moore'a).
Cytat:
Watchmen zaś jest dla dorosłych.
Hmm.
Cytat:
pogrzeb (dopasowanie muzyki do sceny)
Heh, obok "99 luft balloons" i "Hallelujah" w scenie seksu najzabawniejszy moment w filmie. :)
Ja piernicze, ale ten film jest nieudolnie zrobiony. :)
Solo napisał/a:
Negrin napisał/a:
A kto jest fatalny, ewentualnie poza kobietami (czyli głównie Malin Ackerman, bo Carli Gugino nie ma wiele)?
Billy Crudup jak Dr. Manhattan, chyba że postać została wygenerowana bez udziału aktora.
Matthew Goode - sztywny, nienaturalny, bezpłciowy.
Patrick Wilson - fajny aktor, a tutaj totalnie nijaki, kiedy znikał z ekranu zapominałem jak wygląda i co robi.
Do tego role kobiece. Tyle mniej więcej pamiętam.
Czuje się okropnie... ale zgadzam się. Tyle, ze problemem Manhattana było CGI (choc w zbliżeniach moim zdaniem był okej).
_________________ I was over in Australia and everyone's like "Are you proud to be an American?" And I was like, "Um, I don't know, I didn't have a lot to do with it. You know, my parents fucked there, that's about all."- Bill Hicks
Ostatnio zmieniony przez Crov Pią Maj 22, 2009 14:37, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach